Pobiegłem. Czy na serio ten jej ojciec jeszcze dycha!?
- Oddawaj małą! - wbiłem przez drzwi do pokoju z dwoma ostrzami na rękach - Albo cię staruchu posiekam!
Violka z przerażoną miną odwróciła się w moją stronę, odsłaniając leżące na podłodze ciało bez głowy.
-Ja nie chciałam! - krzyknęła rozpaczliwie.
Znieruchomiałem i się uśmiechnąłem.
- Brawo dziecko, brawo. - już normalnymi ramionami objąłem trzęsącą się Violkę. - Rób tak dalej. - spojrzałem na bezwładnie resztki ciała tego mężczyzny - powiem szczerze, wygląda to przerażająco, ale jest bardzo skuteczne. - puściłem i poklepałem ją. - Mam tabletki.
-Ja nie chciałam, naprawdę nie wiem jak to się stało, nie chciałam, naprawdę, naprawdę, nie chciałam źle... - mamrotała do siebie jak w transie.
Potrząsnąłem nią.
- Popatrz się na mnie. Na mnie mówię. W oczy! - obróciłem jej głowę - Zabiłaś człowieka. To jest po części złe, ale pomyśl, do czego doprowadził. Zniszczył ci życie, a ty mu odpłaciłaś. Cieszyłbym się na twoim miejscu. - poczohrałem jej grzyweczkę - poza tym, to twoja pierwsza ofiara w ludziach! Devon stoi przed nami otworem! - uniosłem ją wysoko - Musimy ćwiczyć - odparłem z szerokim uśmiechem naciągającym szwy na mojej twarzy - damy sobie radę.
-Ta... damy radę... - odpowiedziała jakoś tak pusto, dalej szukając nie wiadomo czego wzrokiem.
Westchnąłem.
- No dobrze. Chodźmy już. Za bardzo się nakręciłem... Wybacz. Mamy tabletki na całe wieki, były dwa opakowania... Nie płacz już, jesteś cała zasmarkana... - podałem jej chusteczkę.
-Dzięki... - dalej brzmiała nieswojo. Wgapiała się w chusteczkę jak cielak w malowane wrota.
- Chusteczki higienicznej nie widziałaś? Poza tym... Będziesz musiała się wykąpać... W tym ci akurat nie pomogę. - kontunuowałem rozmowę podczas wchodzenia na schodach.
Przytakiwała mi jakby wcale nie słuchała.
- Miło się rozmawia. - kopnąłem drzwi pod napięciem najwyraźniej tylko z jednej strony. - Bardzo nawet...
-Niedobrze mi chyba... - nagle jakby się ocknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz