~~Connor~~
Przechadzałem się właśnie po okolicy, rano było jeszcze ciepło, ale teraz chłodny wiatr sprawił że mój nos był cały czerwony. Zaciągnąłem czapkę bardziej na głowę, moje kłaki obecnie sterczały na wszystkie możliwe strony. Jak dotąd ciągle wgapiałem się w ulicę, uniosłem głowę dopiero gdy usłyszałem wrzask. W oknie trzymając się parapetu, stała kobieta dobrze znana mi kobieta, na twarz opadały jej blond włosy, z siwymi pasmami, które miała mimo swojego młodego wieku, przykro było patrzeć co zrobił z nią stres na jaki była narażona przez pracę, jak i przez stres. Później zniknęła z pola widzenia, poszła w głąb mieszkania. Gdy byłem bliżej, słyszałem rozmowy i dźwięk wody płynącej z kranu. Zszokowany mężczyzna stał otoczony odłamkami szkła. Podszedłem do niego i poklepałem po plecach. Być może jestem tylko gimnazjalistą ale wzrostem zbytnio się od niego nie różniłem.
-Gratulacje, właśnie załamałeś pannę Lucy González-Powiedziałem spoglądając w okno.
~~Ena~~Czyściutka wyszłam z wanny i zaczęłam się wycierać. Szybko założyłam białą koszulkę, ukochany brzoskwiniowy sweterek, do tego jeszcze ciepłe puchate skarpety. Być może zupełnie nie w moim stylu, ale za to ciepłe i wygodne. Włosy związałam w kitka, który przypominał bardziej puchaty ogonek królika. Skierowałam się powoli do pokoju, teraz wydawał mi się przedziwny gdy był taki pusty. Wzięłam do rączek budzik, i zaczęłam kręcić mały wystającym czarnym przełącznikiem. Alarm ustawiony. Zajrzałam do salonu, spodziewałam się zastań tam Lucy więc widok Quinna rozwalonego na kanapie całkowicie mnie zaskoczył. Przetarłam zmęczone już oczy.
-Dobranoc-mruknęłam tylko. Głośno ziewnęłam i zasnęłam na stojąco, od razu upadłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz