piątek, 20 listopada 2015

Sulin

Mimo tego, że zapadał zmierzch, twarze ,,policjantów" na usługach Devona były dobrze widoczne. Dwóch około 30 letnich mężczyzn i pani kapitan Eleonora Griffin. Rękę, którą kiedyś przeze mnie straciła, zastępowała nowa lepsza, cud bioinżynierii.
Tak poza tym miała jasne brązowe włosy i można by powiedzieć, że jest ładna, ale to nie istotne, kiedy jest uzbrojona. Wszyscy trzej mieli na sobie egzoszkielety. Jak za uderzeniem młota powrócił do mnie zdrowy rozsądek i świadomość tego, co się morze wydarzyć. Było ich więcej i nie mogli się męczyć. Pamiętając jej ostatnie słowa, powiedziałem:
-Jesteś pewna?
Rozejrzała się poirytowana, a ja z pomocą zieleni usiłowałem przebić się przez mur robotów. Wyglądało to mniej więcej tak, że cała zieleń leciała wokół mnie, sprawiając wrażenie jeżdżenia na komecie.
Plan okazał się równie błyskotliwy co zepsuta latarka, jego główną dziurą były mechy i ich uzbrojenie składające się z pałki ogłuszającej oraz karabinu na strzałki usypiające. Jeden z nich uderzył mnie pałką w nogi, a ja nie tracąc rozpędu, wbiegłem w budynek. Mech też był zniszczony, ale moje szanse w walce zyskały przedrostek ,,nano".
Wstałem, bardziej używając rąk, niż obolałych nóg. Zobaczyłem szarżującą w moją stronę Griffin i użyłem całej zieleni jako fali uderzeniowej. Wyglądało to naprawdę fajnie, ale zniszczyłem tylko drony i jednego mecha, resztę co najwyżej odepchnąłem.
Zakląłem i pobiegłem w jakąś uliczkę. W uliczce było dużo żebraków, a że nikt nigdy nie zwracał uwagi na żebraków, miałem plan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz