sobota, 21 listopada 2015

Ena

Gwałtownie się przerzuciłam na drugi bok, tak bym ich widziała. Jakoś czułam się tak bezpieczniej, niż gdy jestem do nich tyłem. Nie wiem, z czego to wynika. Zasnęłam.
We śnie miałam wrażenie, że Lucy mnie woła. Miałam przedziwne wrażenie, że dzieje się coś złego.
Ostatnio ją widziałam, w szpitalu, musiałam jej wtedy zanieść obiad, bo nie miała nawet chwili czasu, żeby skoczyć do pobliskiego sklepiku.
Później coś mnie obudziło, jakby trzęsienie ziemi. Złapałam się za głowę i otworzyłam oczy. Nade mną stał czarnowłosy, trzymając mnie za ramiona.
-Co ty znowu wyprawiasz?-Burknęłam.
- Drżałaś jak na krześle elektrycznym - zmrużył oczy - śniło ci się coś?
Przetarłam rękoma oczy. Ciężko powiedzieć co mi się śniło. Nic już nie pamiętałam.
-Nie wiem-zachrypiałam. Sama się zdziwiłam, słysząc swój głos.
- Nie rozchorowałaś się przypadkiem? - usiadł na ziemi obok mnie. Odsunęłam się troszkę.
-Może....nawet jeśli... Co cię to obchodzi?-spytałam cicho.
- Możesz nas zarazić - zawiodła mnie lekko jego odpowiedź - poza tym, chory sprzymierzeniec to żaden sprzymierzeniec.
Skrzywiłam się.
-Nie będę wam przeszkadzać, już sobie idę. Do niezobaczenia. -wstałam i ruszyłam do drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz