sobota, 28 listopada 2015

Viola

Uhahana podniosłam się z ziemi.
-Ten gadżet działa - wskazałam na otwarte drzwi wycierając z oczu łzy śmiechu.
- Ty mała spryciaro... - westchnął - nie strasz mnie.
-Tak serio, to myślałam, że to olejesz i sobie pójdziesz. A tu proszę! Taka niespodzianka! - okrążyłam go.
- Jednak mam sumienie - poklepał mnie po głowie - chodźmy do środka.
Znaleźliśmy się w samym środku mojego miejsca żalu. Wszystkie ściany były z niebieskich kafelek. Wszędzie było od groma różnych maszyn, półek z "lekami" oraz różnych mniejszych korytarzyków. Na jednym z blatów leżały zapiski dotyczące prawdopodobnie mojego stanu zdrowotnego. Nie wiem skąd to wiedziałam. Nie umiem czytać, ale coś takiego po prostu się wie.
-Chyba go nie ma - powiedziałam lekko zdziwiona.
- To dobrze - chwycił kartkę - o, ciekawe...
-Co? Co? - zaczęłam podskakiwać próbując coś zobaczyć.
- Szukaj leku z napisem "Frolozalafteleina" - mruknął
-Ale ja nie umiem czytać! - oznajmiłam.
- No tak... To niebieskiego pudełeczka. - mruknąl.
-Dobra, to ja idę tam - wskazałam na węższy korytarz - a ty tam - pokazałam szerszy, bardziej zacieniony korytarz - ok?
- Spoko. Ale niczego nie połykaj. - skierował się w swoją stronę.
-Ta jest! - zasalutowałam i pobiegłam w kierunku korytarza. Wędrowałam sobie bez pośpiechu, uważnie obserwując wszystkie półki i półeczki. Nie minęłam kilku metrów, a przed moim nosem pojawiły się drzwi. Nie miały zamka, ani nic. Były drewniane. Otworzyłam je bez jakiegoś większego problemu. Pokój był cały jakby zrobiony z luster. Na środku stało krzesło. Prawdopodobnie było elektryczne. Siedziało na nim ciało. O ile dobrze pamiętam, tak wyglądał mój ojciec. Muszę przyznać, że poczułam jak coś staje mi w gardle. Niepewnym krokiem zbliżyłam się to ciała. Chciałam go dotknąć, aby sprawdzić czy jest zimne, ale kiedy tylko wyciągnęłam rękę, ojciec mnie chwycił i przyłożył paralizator do twarzy.
-Przyszłaś! - krzyknął - Naprawdę wróciłaś! - zaczął się śmiać. Chciał dotknąć paralizatorem mojej skroni, ale w przerażeniu, nieświadomie zrobiłam coś okropnego...
Zaczęłam się śmiać i śmiać. Następnie śmiech przerodził się w płacz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz