niedziela, 22 listopada 2015

Sulin

Żebrak, z którym handlowałem, nie był myślicielem i kiedy zaoferowałem swój płaszcz za jego czapkę, zgodził się. Czapka była miękka, obrzydliwa i porośnięta czymś niebieskim, ale zakrywała moje włosy i to było najważniejsze. Czarne oko po prostu zamknąłem.

Chodząc po mieście, było mi cholernie zimno i ledwie się poruszałem. Była noc, miałem do dyspozycji jedno oko i dopiero co uderzyłem w ścianę, ale wszystko to nie zakrywało euforii, kiedy Griffin przebiegła tuż obok mnie klnąc głośno.

Przeszedłem parę ulic, wdychając to, co oferowało miasto i czapka, gdzieś obok mnie wybuchła strzelanina, ale wyglądałem żałośnie i nie zwrócili na mnie uwagi. Myśli formowały się w chęć znalezienia kryjówki, ale to nie był dobry moment, żeby iść do tej nory pod zburzonym przedszkolem. Chodziłem dość długo, ale mechy kręciły się wszędzie. Zdjąłbym zieleń z włosów, tylko po to, żeby nie nosić tej cholernej czapki, ale one by mnie wykryły. Niepotrzebnie wyrzucałem zakłócacz. Nagle spadło na mnie coś ciężkiego, zatoczyłem się i uderzyłem w jakieś drzwi. Straciłem przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz