Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Nie miałam zielonego pojęcia, jak mam trafić do domu. Nie wiedziałam nawet w którą stronę. Po chwili zauważyłam coś w rodzaju małej drabinki. Podeszłam bliżej i zerknęłam w górę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Szybko weszłam na drabinkę, wdrapałam się na parapet, mocno chwyciłam kratę w oknach. Chwilę tak stałam, po czym znów zaczęłam się wspinać.
Gdy byłam na dachu, miałam niezły widok na część miasta. Westchnęłam i położyłam się na ciepłych metalowych płytkach. Całkiem przyjemny poranek. Przeciągnęłam się. Po chwili usłyszałam tylko głośne skrzypnięcie. Zaczęłam spadać. Zamknęłam oczy, taki upadek, może się źle skończyć. Zaczęłam się już modlić, o szybką śmierć. Szybka śmierć jest lepsza od bycia kaleką.
Jednak, zamiast boleśnie upaść na betonową podłogę, wylądowałam w ciepłych objęciach. Nie zastanawiałam się nawet kto to, ładnie pachniał. Z nadal zamkniętymi oczami leciutko się w niego wtuliłam. Dalej trzęsłam się ze strachu.
- Coś ty nagle taka przylepa? - usłyszałam znajomy głos i odruchowo się odsunęłam. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie żadnego dźwięku. Zmarszczyłam tylko brwi.
- Muszę czuwać nad tobą, inaczej się zabijesz... - mrugnął do mnie.
-I tak będzie chyba lepiej....-mruknęłam cicho, zeskoczyłam na ziemie. Zerknęłam na tę dziurę w suficie i wiszącym oknem trzymającym się na jednym zawiasie. Jestem aż tak gruba?
- Skądże — podparł się w biodrach — przecież dziwadła muszą się trzymać razem...
-Zdecyduj się w końcu.-Burknęłam-Mam zostać, bo jestem dziwadłem? Czy iść, bo jestem kulą u nogi?
- Masz zostać z nami dziwadłami — nagle to jego czarne lisocoś do mnie zaczęło się łasić — I nie jesteś kulą u nogi...
-chory sprzymierzeniec to żaden sprzymierzeniec.-zacytowałam swoim zachrypniętym głosem. Pogłaskałam przedziwne zwierze po głowie.
- Ale czy ty jesteś poważnie chora? To tylko chrypka... - uśmiechnął się — Miewam momentami schizofremię...wybacz.
Głośno kichnęłam i siorbnęłam nosem.
-muszę kupić apap.
Zaśmiał się.
- Wytwórz tabletki sama! - po co płacić?
-To by zadziałało?-zdziwiłam się.
- A czekaj...nie masz za bardzo materiału...Ale wątpię.
Powoli podeszłam do Joshuy, jeszcze spał. Siadłam na podłodze. Nie mam pieniędzy, nie wiem jak wrócić. Jestem na nich skazana. Dobry Boże, daj mi cierpliwość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz