Szłam sobie chodnikiem w środku miasta, bawiąc się warkoczykami. Uważnie obserwowałam mijających mnie ludzi. Oczywiście nie robiłam tego dyskretnie. Niektórzy przyspieszali kroku stykając się z moim wzrokiem.
-Śmieszne... - mruknęłam sama do siebie bez przekonania. Nagle zauważyłam jakiś tłum. Pewnie znów kogoś zatrzymali. Wykorzystując sytuację przeciskałam się między ludzi zabierając im telefony, portfele, zegarki i inne rzeczy. Wszystko chowałam szybko do sakiewki. Zanim spostrzegli się, że czegoś im brakuje, mnie już dawno nie było. Postanowiłam opuścić chwilowo zgiełk tłumu, aut i ogólnego chaosu. Znajdując cichsze miejsce, przysiadłam na pieńku wyciągając z sakiewki jeden z telefonów.
-Usuń, usuń, usuń... - powoli przeglądałam kontakty - Ooo... a to zostawię... - mój wzrok zatrzymał się na kontakcie o nazwie Pizza. Po jakimś czasie usłyszałam znajomy pisk.
-Jedzenie, samotność, pizza~ - kolorowe stworzonko piszczało kiwając się radośnie. Z czasem mówiło coraz głośniej i głośniej.
-Zamknij się! - zerwałam się na równe nogi kopiąc natręta. Stworek wzdrygnął się, warknął, pisnął, a następnie rozmył się w powietrzu jak mgła. Z powrotem oklapłam na pień.
-Ale nuda... - jęknęłam podnosząc zmęczony wzrok na słońce. Wgapiałam się w nie póki nie zaczęły mnie mocno piec oczy. Ruszyłam na obrzeża miasta. Nic lepszego nie mam do roboty. Pod jednym z budynków zobaczyłam coś bardzo ciekawego.
-O ja! Żul! - krzyknęłam rozbawiona - I do tego zielonowłosy! Ha! - zaczęłam rechotać, ale szybko się uspokoiłam. Powoli nachyliłam się nad nim przeszukując delikatnie kieszenie.
-Jezu... Aż taki biedny? - zawiedziona brakiem czegokolwiek odsunęłam się - może rękę mu urwę, czy coś? W dzisiejszych czasach takie rzeczy też się w sumie sprzedają...
Nagle zauważyłam talię kart. Biere to. Dobre i tyle. Z trudem odsunęłam jego cielsko (śpi jak zabity) i zapukałam do drzwi. Potencjalny kupiec, może być bliżej, niż się wydaje. Otworzyła mi jakaś kobieta o blond włosach. Bez słowa wgapiałam się w nią, a ona we mnie.
-Potrzebujesz czegoś, dziewczynko? - zapytała się.
-Mam do sprzedanie ee... karty? - powiedziałam z drętwym uśmiechem i przesłodzonym głosem.
-Nie mam obecnie pieniędzy.... chcesz może kakao?
-Aye, aye! - wykrzyknęłam - to znaczy... - znów osłodziłam głos - tak, poproszę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz