poniedziałek, 23 listopada 2015

Ena



-Ulica piekielna 21!-Wykrzyknęłam nagle. Uniosłam ręce w górę w geście zwycięstwa. Na co mi była matura z geografii? Znam wszystkie kraje sąsiedniego kontynentu, nie znam własnego osiedla.

-Na przeciwko jest sklep monopolowy "U Grażynki"-dodałam po krótkiej chwili.

Białas wstał. - No to zarąbiście... - ruszył w stronę frontowych drzwi, za nim Quinn na psie.

-Czym w ogóle jest ten zwierzak?-spytałam nagle, jakoś ciekawiło mnie to od dawna, ale głupio mi było pytać.

- Dawniej krukami... - Quinn obrócił głowę w moją stronę - kształt istot żywych też mogę zmieniać... Aktualnie to jest liso-wilko-pies. A co?

-Ciekawość... -wymamrotałam tylko. Zerknęłam na zwierze i jego właściciela. Poczułam się jakoś nie swojo. Kruki? Zawsze kojarzyły mi się ze śmiercią. Gdy byłam mała wierzyłam że to one zabierają dusze zmarłych. Siedziały na balkonie, wtedy gdy matka popełniła samobójstwo. Chyba miała ojca tak samo dość jak ja. Potrząsnęłam głową. Przez chwile w mojej wyobraźni ukazał się quinn jako śmierć, mimo że to nasz biały "kolega" posługuję się kosą. Potrząsnełam głową. Powoli wkraczaliśmy w część miasta, która była znana głównie z brudu i ubóstwa.

-teraz chyba w praaawo... albo w lewo.

- Prawo - Quinn znalazł się na mojej wysokości, zostaliśmy w tyle za Joshuą. - Wiesz, co znaczy moje imię i nazwisko? - zwęziły mu się źrenice na chwilę - Mądra Śmierć. - uśmiechnął się na widok moich dreszczy i pojechał do przodu. Stałam jak wryta i nawet straciłam siły na przejście tych kilkudziesięciu metrów które mogły nas dzielić od celu podróży.

- Idziesz? - jakby z transu wyrwał mnie głos białego. Oparłam się tylko o jakiś mur i złapałam za głowę, pomocy, zaraz zwymiotuję!

- Chodźże no, widzę ten monopolowy - Joshua cofnął się i mnie podniósł - nie padaj przed metą...

-Mogę chwilę odpocząć?-spytałam wgapiając się w niego jak dziecko proszące o słodycze.

- W domu odpoczniesz... - westchnął i zaniósł mnie pod jakże znajome mi drzwi. Quinn już tam czekał. Szybko zeskoczyłam i niby przypadkiem kopnęłam wcześniej już poznanego Sulina. Przyszedł błagać o wybaczenie? Kretyn.

Wyciągnęłam klucze z kieszeni i po chwili mocowania się ze starym zamkiem weszłam do środka. Moi towarzysze omineli śpiącego "pana zielonke" i weszli za mną.

-idźcie tam, zaraz wracam.-Wskazałam na drzwi do mojego pokoju. Szybko ruszyłam do kuchni, czułam zapach naleśników.

-Witaj w domu siostrzyczko-wepchneła mi talerz do ręki i kubek z boskim napojem. Mmmmm kakao.

-można to samo razy 3? Mam gości.-oparłam się biodrem o zlew.

-To ty masz znajomych?-Widać że dla niej to spore zaskoczenie. Przewróciłam oczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz