Kiedy małe czerwone coś czmychnęło koło mnie zerknęłam w którą stronę biegnie. Do mojego pokoju. Pozostawiłam talerz z naleśnikiem na zlewie i powoli się zakradłam. Dziecko wchodząc tam, pozostawiło lekko uchylone drzwi. Idealnie. Przykucnęłam, oparłam się o ścianę, przymrużyłam oczy i wsłuchując się w rozmowę małymi łyczkami wypijałam ciepłe jeszcze kakao. Poczułam się dziwnie, zawsze byłam inna ale teraz to uczusie zwielokrotniło się do potęgi N-tej. Chyba byłam nawet zazdrosna, że ten dziki skrzat lepiej się z nimi dogaduje niż ja. To moi jedyni znajomi, jedyne osoby które w miarę mnie zaakceptowały. Z trudem wstałam, zmusił mnie do tego głód i przeplatające się zapachy naleśników i kremu czekoladowego na rozgrzanym cieście. Kilka kroczków, byłam już w kuchni, obrót, gdzieś podrodze złapałam talerz i opadłam na drewniane krzesło z przywiązaną starą poduszką. Nagle do moich uszu zaczęły dobiegać dziwne dźwięki, przywodzące mi na myśl opuszczone domy z horrorów. Postanowiłam sie tym nie przejmować, oparłam się głową o szybę.
Gdy poczułam lekkie muśnięcie na policzku, nie wytrzymałam zaczęłam się wydzierać na całe usiedle a mój świętej pamięci naleśnik wylądował na podłodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz