Używanie mocy tuż po obudzeniu się i będąc w złym samopoczucie, było jak nawlekanie nitki na kaktusa, który płonął. Mimo że na obrzeżach miasta nie było wykrywaczy, które zauważyłyby moją moc, są tu okropne, wszędobylskie, złe do szpiku kości potwory -ludzie. Oni to zgłaszają z czystej nienawiści, którą są napędzani.
Sterowanie ręką z zieleni szło źle, nie tylko nie byłem w stanie otworzyć okna, ale też dotknąłem zielenią twarzy dziewczyny opartej o okno.
Kiedy zaczęła się wydzierać, uświadomiłem sobie, że to Ena, a mówiąc że to sobie uświadomiłem, mam na myśli to, że przez falę zaskoczenia, przemknęła myśl o tym.
Podczas gdy ta niezwykle inteligentna dziewczyna się darła, ja straciłem kontrolę nad zielenią kart i wybiły one okno.
Świat zwolnił i zapewne straciłby kolory, ale i tak widziałem ich niewiele. W moją stron leciała fala odłamków mojego najgorszego strachu. Pewna część mnie mówiła ,, Te odłamki do ciebie nie dolecą" i
,, Powinieneś przestać bać się szkła", ale ja w ułamki sekundy zabrałem zieleń z pobliskich liści ledwie się dziwiąc, że nie zostały one zniszczone a tylko straciły kolor i skonstruowałem z niej kurtkę i małe pociski. Każdy pocisk wysłałem w szkło, co wyglądało trochę jak bitwa kosmiczna w skali mikro. Przyzwałem do siebie paczkę kart i stałem w przerażeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz