Sen nie należał do przyjemnych i kiedy się obudziłem, poczułem się dziwnie. Niespecjalnie czułem swoje ciało. Uczucie przypominało przyjemne ciepło w środku i zimne szmaty na zewnątrz.
Wstawszy za trzecią próbą uświadomiłem sobie, że świat stracił kolory. Możliwe, że uderzyłem się mocniej, niż pamiętam, ale nie zmienia to faktu, iż świat który widziałem, był szary i zielony. Wszystkie kolory, które były dla mnie nieistotne, stały się niedostrzegalne. Moje lewe oko widziało lepiej niż kiedykolwiek. Czyżby po tych dwóch latach czarne oko dało mi specjalny wzrok?
Jednak po chwili cudowne oszołomienie związane z nowym wzrokiem minęło i zostało wygnane przez falę bólu kategorii ,,co ja wczoraj przeżyłem". Upadłem na kolana i chwyciłem się za brzuch, a gdy fala potwornego cierpienia osłabłą, zauważyłem, jaki jestem cholernie brudny. Wyglądałem paskudnie i mimo tego, że chciałem pobiec do kryjówki, żeby się przebrać w swoje zwykłe ubrania, musiałem odnaleźć swoje karty. Pamiętam, jak zamówiłem je rok temu... no dobrze Olisander zamówił je rok temu, ponieważ byłem poszukiwany już wtedy, ale ja za nie zapłaciłem.
Zacisnąłem rękę w pięść, wiedząc, że muszę je odnaleźć. Rozejrzałem się poirytowany. Po chwili dostrzegłem je na parapecie domu, w który uderzyłem w nocy. Musiał tu mieszkać jakiś złodziej. Uformowałem karty w rękopodobne coś i usiłowałem otworzyć nimi okno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz