Powietrze było zimne, muskało moją skórę i drażniło gardło, było tak samo bezlitosne jak moi trenerzy. Trawa, pokryta warstwą szronu, uniemożliwiała trening jak tylko mogła, albo to po prostu ja wykazałam się głupotą zakładając tanie trampki z targu i bluzę w której rękaw nie sięgał mi nawet do łokcia. Piąte okrążenie, z każdym oddechem z moich płuc wydobywał się świst.
Prawie jak 7 lat temu, tylko wtedy to nie był trening. Wtedy uciekałam z rezydencji, zanim pokonałam ogród miałam już dość, ale czułam że muszę coś w swoim życiu zmienić, nawet jeżeli byłam jeszcze dzieckiem. Ojciec wysłał w pogoni za mną policję, wtedy jeszcze niezmechanizowani, śledzili mnie przez długi. Wydawało się że jestem bez szans. Grozili mi tylko karą na internet, jeśli nie wrócę dobrowolnie, ale wszystko co miałam mogli sobie spokojnie wsadzić głęboko gdzieś. Nie chciałam wracać. Gdyby ojciec dowiedział się o mojej mocy z pewnością dawno bym nie żyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz