niedziela, 29 listopada 2015

Joshua / Quinn (normalnie megadługie, wiem)

Joshua


W co ja się właśnie wpakowałem... Za bardzo lubię dzieci. Weszliśmy do domu cichaczem, by nas nikt nie usłyszał.
- Idź spać, dobrze? - zdjąłem z siebie płaszcz i zawiesiłem na wieszaku. Miałem ochotę również się zdrzemnąć, ale cóż... Czas nie sługa.
- Ale... - zająknęła się - gdzie?
- Sofa, koc i poduszki. Już. - przeciągnąłem się - a jak się zbudzisz to pod prysznic.
Sam skierowałem swoje kroki do łazienki. Czy to nie jest lekko pasożytnictwo?
Jemy, pijemy i zużywamy wodę na koszt tej biednej kobiety.
Muszę odzyskać moją bibliotekę...
Te oraz wiele innych myśli krążyło mi po głowie w czasie kąpieli. Prawdę mówiąc, większość wydawała mi się słuszna. Jak zwykle. Mam najwyraźniej bardzo wysokie mniemanie o sobie.


Quinn


Otworzyłem jedno oko, potem drugie. Gdzie ja jestem. Co ja tu robię.
A, już pamiętam. Leżę jak pies przy łóżku Eny.
- Ale mnie boli kręgosłuuup - ziewnąłem - dlaczego nie pomyślałem o zrobieniu sobie jakiegoś materaca...albo chociaż koca. Ale z ciebie głupi detektyw, panie Quinnie... - mamrotałem sam do siebie, powoli zauważając brak fioletowłosej piękności.
Westchnąłem. Muszę się w końcu umyć, bo nie tylko umysł, ale i ciało powinny być czyste.
A tu niespodzianka! Łazienka zajęta.
- Długo będziesz tam siedzieć? - zapytałem amatora kąpieli przez drzwi - Jakby co, jestem następny.
Nie usłyszałem odpowiedzi, co wiązało się z odejściem do kuchni i zrobieniem sobie śniadania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz