niedziela, 15 listopada 2015
Ena
Posunełam się do czegoś czego nie powinnam. Do ukochanej bluzy dołączyły fioletowe majteczki. stały się ostrym zakończeniem dzidy. Włócznia z koronką, cudna broń. Skrzywiłam się. Albinos ruszył do ataku, a ja zaczęłam uciekać. To zwiększa moje szanse.Nagle coś uderzyło mnie w plecy. Po bolesnym upadku zauważyłam, że to była jakaś...biała maczuga.
Ale ... On tworzył to z własnego ciała... Spojrzałam z niepokojem na brak jego przedramienia. Białym łańcuchem przyciągnął mnie na miejsce, w końcu, pozwalając odpocząć dłoniom, z notesu z kieszeni wyczarował sobie kosę i przyłożył do gardła.
- Nie stawaj plecami do przeciwnika! Mogłem równie dobrze trafić cię buławą w potylicę. - fuknął - nie możesz tracić celu z oczu, zrozumiano?
Wstrzymałam oddech. Zaczęłam się zastanawiać kogo mam bardziej dość. Z trudem przyłożyłam mu tępą częścią włóczni w głowę.Co jeszcze mogę zrobić? Nic nie przychodzi mi do głowy. Nie mogłam go kopnąć, nie sięgałam. Wykorzystanie mocy nie wchodziło w grę, brak pomysłòw. Przedmiot powrócił do swej pierwotnej postaci, straciłam nad nim kontrolę. Bluza opadła na podłogę a majtki na jego głowę.
- Śniadania dzisiaj nie jadłaś? - biały stał niewzruszony - kobieto, musisz przypakować...
-Ciekawe czy da się to śniadaniem nazwać-chwyciłam za bluzę. Majtki schowałam do kieszeni. Nie przebiorę się przy nich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz