Spojrzałem na Olisandra i zapytałem:
- Idziemy za nią?
Obrócił się w moją stronę wyraźnie znudzony.
-Nie, coraz mniej mnie to obchodzi. -Poprawił monokl. -Nie będę przecież walczył z kimś, komu chcę pomóc. Zresztą... mam wiele rzeczy do zrobienia.
-Rozumiem.
Olisander odszedł, a ja stałem jeszcze przez jakiś czas, myśląc o swojej przeszłości. Byłem poirytowany, w dużej mierze na siebie, co by nie było, nie pomogłem jej. Przypomniałem sobie wiele walk, ludzi, którzy zgineli w tym wrogów i sojuszników, cierpienie w elektrowni. Czy to do czegoś prowadzi? Z podobnymi myślami przeszedłem parę ulic, nie mając nawet nic na oku.
Zacząłem zbierać kolor zielony. Wielu ludziom nie pomogłem, a mogłem. Cała złość, nienawiść i cierpienie uderzyły w czarę goryczy niczym tsunami.
Zieleń wirowała wokół mnie w niematerialnej formie, jako światło. To, co robiłem, było cholernie głupie i źle się skończy. Wyrzuciłem zakłócacz. Nie potrzebowałem go, ponieważ widzą moją zieleń w kamerach. Idą po mnie.
Skręciłem w lewo z nadzieją ujrzenia kolejnej uliczki. Niestety stała tam grupa mechów. Obracając się za siebie dostrzegłem, że jestem otoczony. To nie były tylko mechy kroczące, były tam jeszcze drony i ludzie z egzoszkieletami.
Usłyszałem znajomy głos, należał on do osoby, przez którą wiele wycierpiałem.
- Tym razem żaden szaleniec z toporem i szotgunem ci nie pomoże. - Powiedziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz