niedziela, 15 listopada 2015

Ena



-To najgorszy dzień w moim życiu.-wysyczałam. Stwierdziłam że już nawet nie warto wstawać, i tak zaraz upadnę. Doczołgałam się do kryjówki. Zaczęłam masować obolałą kostkę.

-więc.. przed czym się ukrywacie?

- Najpierw rozwiążemy problem z twoją nogą - podejrzany białowłosy przykucnął przy mnie - e, zwichnięta. Nic strasznego.

Przyłożył dłonie do mojej kostki i przez chwile poczułam ból, a potem.. Nic. Coś wyjątkowo dziwnego i niesamowitego. Niepewnie poruszyłam stopą.

-Działa!-wykrzyknełam zaskoczona

- Nastawianie kości mocą jest czasooszczędne - nieznajomy wyprostował się i strzelił długimi palcami - Joshua jestem. - powiedział z lekko irlandzkim akcentem.

-Ena forest. - mruknęłam tylko. Podałam mu puszkę z napojem alkocholowym.Białowłosy jednym haustem wypił całą puszkę. - Johnny Walker lepszy - stwierdził i zgniótł pojemnik w ręce - ale dziękuję.

- Kojarzysz Devona? - Quinn machał nogami w powietrzu, zwisając z wysokiego parapetu - Taki koleś, co chce zniszczyć wszystkich uzdolnionych, czy coś w ten deseń...

-Nie kojarze... Mój ojciec miał tak na imię,ale nie widziałam go od 7 lat.... wy też jesteści uzdolnieni?

Z ich min wywnioskowałam że tak. No i leczenie mocą.

-Nauczcie mnie.-stwierdzilam stanowczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz