wtorek, 10 listopada 2015

Joshua

Dzisiaj kruki nie przyleciały. Nigdy im to się nie zdarzyło. Nie wiadomo dlaczego, ale nawet przywiązałem się do nich.
Siedziałem, smętnie wpatrując się w małe, zakurzone okienko. Co się stało?
Zresztą, o co ja się martwię...ptaki. Wyrzutki świata zwierząt zamknięte w klatkach miasta...
Muszę prowadzić bibliotekę.
Moje plany wydały mi się teraz tak ulotne, a życie bezsensowne. Powłączałem światła oraz archaiczne komputery z wielkimi ekranami, podłączyłem drukarki, otworzyłem drzwi i czekałem.
Usiadłem za biurkiem i czekałem. Nagle do pomieszczenia wkroczył...nie...pojawił się. To odpowiednie określenie. Nie słyszałem skrzypnięcia wielkich dębowych wrót biblioteki.
- Kruki panu zginęły?-zapytał chłopak, przechadzając się po pustej bibliotece.
Cały aż drgnąłem.
- Skąd o tym wiesz!? - uderzyłem wielką książką w biurko, powodując potężny huk, powoli rozchodzący się po sali.
Gdy ostatnie echa przestały dzwonić w moich uszach, nieznajomy odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Tajemnica zagadkowego bibliotekarza ze szwem nie uszłaby uwadze takiego szatańskiego pomiota jak ja - rozglądał się dalej, przesuwając palcem po okładkach, jednak wciąż mówił do mnie - Niech pan wybaczy, panie O'Cornwell, ale odkryłem wiele pana tajemnic, nawet bez wchodzenia do pańskiego pokoju.
- Jesteś bezczelny. - wycedziłem w odpowiedzi, czekając, na wyjawienie tych jego domysłów.
- Mam zacząć wymieniać? - chwycił jakąś książkę i przewertował strony - "Boska komedia".
Inteligentnie zacytował tytuł wielkiego dzieła Dantego, nie zmuszając mnie do odpowiedzi.
- Radziłbym zamknąć drzwi. Policja ma patrol, a niestety jestem dla nich bardzo rozpoznawalny. - poszedł w inny dział.
Zamknąłem drzwi. Również dla prywatności. Jeśli naprawdę zacznie wymieniać moje sekrety, to ani policja, ani cywile nie powinni się niczego dowiedzieć.
- To jak, staruszku, chcesz posłuchać o samym sobie? - stał daleko, ale jego głos nadal słyszałem jakby stał koło mnie. Iluzja?
- Kim jesteś. Albo czym. - zwątpiłem w to co widzę, więc słuch może mnie również okłamywać.
- Szatański pomiot, detektyw do spraw czarnych, ciemnych i ciemniejszych. - wyszedł zza działu po drugiej stronie, powodując u mnie oczopląs. Coś wychodziło zza PRZECIWNEGO krańca działu.
- Tu są pana kruki. - wskazał na czarne smugi dymu układające się w postać wielkiej mieszanki lisa i wilka - Jednak ich potrzebuję, więc pozwolę je sobie zatrzymać. Cena za milczenie - dodał po chwili i usiadł na jednym z foteli w dziale czytelniczym.
Poruszał się za szybko. To jest iluzja. Mamią mnie moje zmęczone oczy, za dużo czytam.
- Nie jestem iluzją, a raczej sprytnym iluzjonistą. W miejscach mrocznych takich jak biblioteki sztuczki wychodzą mi idealnie. Co nie oznacza, że pańskie kruki nie są namacalne - z przerażeniem odkryłem, że dymna istota z białymi oczami i zębami niczym kość słoniowa na tle czarnego aksamitu stoi tuż obok mnie.
Niepewnie wyciągnąłem rękę i pogłaskałem zwierzę. Można było na nim wyczuć mieszankę piór, sierści i lekkiego dymku.
- Nie ugryzli cię? Musiałeś bardzo długo ich wpuszczać  do domu w ich poprzednim wcieleniu - powiedział, nadal siedząc daleko ode mnie.
Istota nadal wpatrywała się we mnie.
Co jeszcze się dzisiaj wydarzy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz