sobota, 28 listopada 2015

Joshua

Odetchnąłem pachnącym starym tynkiem powietrzem. Nie miałem ochoty tam wchodzić. Farba odchodząca ze zmurszałych ścian wcale nie zachęcała do przekroczenia progu owej rudery.
Nadal nie odmieniając ramion, popchnąłem starą furtkę, która z głośnym metalicznym brzdęknięciem postanowiła upaść mi na stopę.
Syknąłem, kopiąc żelastwo w zarośnięte leszczyną grządki z kwiatami i uchyliłem już otwarte drzwi. Typowy krajobraz dla opuszczonego domu - tapety odrywające się od ścian, po wybijane okna i potłuczone przedmioty na podłodze, których znaczenia i rzeczywistego wyglądu nikt nie rozpozna.
Gdzieś w cieniu słyszałem miauknięcie bezdomnego kota, który prawdopodobnie się tu osiedlił. Zapach jego odchodów też potem poczułem. Nie chcę mieć już w przyszłości zwierzęcia załatwiającego się w domu.
- To tu? - wskazałem na w miarę (zaskakująco) czyste drzwi na końcu korytarza.
- Nie dotykaj klamki! - mała podleciała i drżąca ręką wsunęła klucz - jest pod napięciem - otworzyła drzwi.
- Przebiegły ten twój staruch - rzuciłem mimowolnie i zaczęliśmy schodzić kręconymi schodami w dół - nieźle się tutaj urządził.
-No... - mruknęła jakoś niezbyt zadowolona.
Trafiliśmy na drzwi. Kolejne.
- Też pod napięciem? - kopnąłem puszkę, która nie wiadomo jak się aż tutaj znalazła, tak by uderzyła o drzwi i sprawdziła przy okazji, czy są pod napięciem.
- Tym nie sprawdzisz - znikąd wyjęła martwego szczura i niedbale rzuciła nim o drzwi. Objęły go iskry, a po chwili zajął się ogniem.
- Masz klucz? - spojrzałem w jej stronę.
-AHA! - wykrzyknęła triumfalnie - i tu przyda się UNIWERSALNY MEGA KLUCZ, który ukradłam dla jednego bogatego typa! - pomachała mi dziwnym kluczykiem przed nosem.
- Jeśli to ma zadziałać, to proszę bardzo. Ale za BHP nie odpowiadam. - odsunąłem się lekko.
Dziewczynka podeszła do drzwi i powoli i ostrożnie wsunęła klucz do zamka. Nagle zaczęła się trząść i padła jak długa.
- Viola? - podszedłem do niej, już z normalnymi rękoma - Żyjesz?
Nie ruszała się. Nawet nie oddychała.
- Japierdole - oklapnięty jak przekłuty balon na podłogę. - Zabiłem dziecko... - zamrugałem. - Zgrywa się pewnie. - zakryłem jej dziurki od nosa i usta. Jeśli ktoś chce udawać, to musi co chwilę brać oddech.
Zaczęła lekko sinieć.
- Zgrywasz się, diabelski pomiocie - potrząsnąłem nią, a ta zaczęła się śmiać - Ładnie to tak prawie o zawał przyprawiać starszego kolegę?
-Myślałam, że wybuchnę! - zaczęła płakać ze śmiechu - "japierdole" - papugowała mnie. - "Zabiłem dziecko!" - dusiła się ze śmiechu.
Ah te dzieci...

5 komentarzy:

  1. I właśnie dla takich postów ingerowałem w zasady :\/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj, sztywniaku.

      Usuń
    2. Nie przesadzaj, sztywniaku.

      Usuń
    3. mówiąc ingerowałem mam na myśli to że moim pomysłem było zniesienie zakazu przeklinania

      Usuń
    4. mówiąc ingerowałem mam na myśli to że moim pomysłem było zniesienie zakazu przeklinania

      Usuń