piątek, 27 listopada 2015

Viola

Przebudziłam się.
-Zasnęłam? - mruknęłam sama do siebie. Rozejrzałam się próbując złapać ostrość obrazu. Chyba wszyscy sobie poszli...
Jeszcze sennym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. Byłam tak zaspana, że chyba w nie walnęłam.  Nie wiem, nie pamiętam. Poczłapałam sobie pod drzwi wyjściowe. Szarpnęłam je do siebie.  Nic. Spróbowałam jeszcze raz. Nawet nie drgnął.
-No co jest kurde!? - zaczęłam szarpać klamkę.
- Pchaj - Joshua wychylił się znad kubka kawy - Ciapo ty jedna, te drzwi się otwiera w drugą stronę...
-O... Och...  T-to znaczy...  oczywiści, że to wiedziałam!  J-ja tylko...  O! Sprawdzałam wytrzymałość tych drzwi!  - odpowiedziałam dumna z tego, że udało mi się wybrnąć.
- Taa... Poza tym, gdzie się wybierasz? - wypił całą kawę na jeden haust i podszedł do mnie, zakluczając zamek na górze drzwi, do którego za Chiny Ludowe nie dosięgnę - Śpieszy ci się gdzieś?
-Ee... w sumie to tak. I to nawet bardzo - spojrzałam na niego z wyrzutem zadzierając głowę.
- To dosięgnij tam i odklucz. Trening pod presją czasu jest najlepszy. - usiadł z powrotem na sofie nucąc jakąś melodyjkę.
-A mogę nożyk?  Tylko na chwilę, naprawdę!  Nie zniszczę drzwi! - rzuciłam w stronę białego człowieka błagalne spojrzenie.
- Wyobraź sobie, że jesteś w potrzasku, że NIE masz nożyka i że zaraz dopadnie cię wielki potwór gotowy rozszarpać cię na strzępy... Albo ta dziewczyna z rękoma na ciele... Ta, co tak wrzeszczała... - uśmiechnął się morderczo - zresztą nie musisz sobie tego wyobrażać, myślę, że ona przebywa gdzieś w pobliżu...
-A niech się mną udławią... -burknęłam obrażona. Założyłam ręce i usiadłam po turecku patrząc nienawistnie w podłogę.
- Ponoć się śpieszyłaś. Wysil umysł i ciało, bo głównie z niego korzystasz. - chwycił gazetę i zaczął czytać.
-I tak pewnie tego nie znajdę... Nie znam się na takich rzeczach... -dalej brnęłam w swoje.
- Nie wiesz, że można się ugryźć w palec i tak wywołać krwotok!? - puściły mu nerwy - masz takie możliwości i ich nie wykorzystujesz!
-Wiem - rzuciłam obojętnie - ale uznałam, że chyba daruję sobie wycieczkę - podniosłam się z podłogi.
- Poddajesz się bez walki. Kiepsko. - przewrócił stronę z obojętnym wzrokiem.
-Tak, tak...  - przestałam go słuchać zauważając mysz w kącie.  Usmiechnęłam się pod nosem. Mysz zaczęła drżeć po czym z jej pyszczka wyleciał cały wodospad krwi.  Odsunęłam jej ciałko wyglądające jak pusty worek po ziemniakach do kąta, a z krwi zrobiłam sobie kocie uszka.
-Nyan, nyaa ~ - szepnęłam.
- A co my tu mamy za kotka? - złapał mnie i podniósł do góry.
-Co ty znowu ode mnie chcesz?  - warknęłam.
- Słodko wyglądasz i tyle ;w;
-To zabrzmiało conajmniej źle... - skrzywiłam się.
- Bez przesady... - wytworzył kocie uszka na swojej głowie - kotki są urocze.
-Ta, ta . Tłumacz się tłumacz - zasmiałam się.
Zastrzygł uszami i znikły.
- Nieważne - postawił mnie na podłodze - otworzę ci te drzwi.
Kiedy odkluczył drzwi, sprawdziłam czy faktycznie można je otworzyć. Da się. Stanęłam w progu.
-Nie chce mi się iść samej. Zawsze szłam z jakimś szczurem, czy czymś w tym stylu..
- Nie porównuj mnie do szczura, przewyższam to zwierzę w każdej kategorii - prychnął.
-To co... pójdziesz?  - zapytałam starając się zachować całkowitą obojętność.
- Mogę. - ziewnął - ale gdzie?
-Jak to gdzie? No do domu! -wyszczerzyłam się.
- Aaaa...twojego. No to ...idziemy?
-Nom!  - wybiegłam z domu. Po kilku metrach drogi postanowiłam zaczepić towarzysza podróży.
-Tak w ogóle Viola jestem!  - oznajmiłam.
-Jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy? Joshua. - potrząsnął moją wątłą rączką.
-No i fajno - zaśmiałam się kopiąc kamyczek leżący na drodze.

2 komentarze:

  1. Kurczę szczerze mówiąc, spodobało mi się:)
    Zwłaszcza dialogi, nie są bezsensownie przeciągane ani zbyt ubogie.
    Ciekawa jestem dalszych rozdziałów, na pewno będę co jakiś czas zaglądać :)
    Zapraszam również do mnie, dopiero zaczynam :)
    http://sludzyarivalda.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłem twojego bloga. Naprawdę masz smykałkę do pisania / Quinn

      Usuń