Siedziałem na moim obrotowym krześle w małej izdebce przydzielonej z dobrego serca przez dyrektorem biblioteki.
Było już po godzinach pracy, więc wykonywałem ostatnie podliczenia i sortowania kart.
Jeden z zaprzyjaźnionych kruków pociągnął mnie za nogawkę.
- Bycie samym sprawia, że ludzie stają się szaleni, czyż nie? - zwróciłem się do ptaka. Ten pokiwał łebkiem. A może mi się zdawało?
Odłożyłem stertę papierzysk spoglądając na tablicę korkową zapełnioną informacjami o Daevonie.
Ciężko się nie zorientować, że jestem szalony.
Przygryzałem bezy kupione w pobliskiej księgarni.
W końcu wstałem, gdy za oknem zaczęł pada ulewny deszcz.
- Poczekacie tu - rzuciłem w stronę gromady ptaków wydziobującej okruchy z podłogi - ja poćwiczę.
Ze sterty pustych kartek wywabiłem moje ulubione narzędzie mordu, kosę.
Ćwiczyłem z nią codziennie, choć patrząc na nasz obecny rok, powinienem chyba załatwić sobie karabinek z laserem...
Jestem archaiczny. Owszem. Jakbym nie należał do obecnej epoki, a urwał się ze średniowiecza...
Ale używanie komputerów jest nie w moim stylu.
Każde wyszukiwanie frazy "Daevon" przez zwykłego cywila grozi interwencją policji.
Dla mnie pokusa jest zbyt wielka...
Gdy skończyłem mój trening udałem się na chwilę do łazienki i położyłem się na łóżko.
Niewiele mi brakuje do zrealizowania mojego planu. Bardzo niewiele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz