Przebudziłam się.
-Zasnęłam? - mruknęłam sama do siebie. Rozejrzałam się próbując złapać ostrość obrazu. Chyba wszyscy sobie poszli...
Jeszcze sennym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. Byłam tak zaspana, że chyba w nie walnęłam. Nie wiem, nie pamiętam. Poczłapałam sobie pod drzwi wyjściowe. Szarpnęłam je do siebie. Nic. Spróbowałam jeszcze raz. Nawet nie drgnął.
-No co jest kurde!? - zaczęłam szarpać klamkę.
- Pchaj - Joshua wychylił się znad kubka kawy - Ciapo ty jedna, te drzwi się otwiera w drugą stronę...
-O... Och... T-to znaczy... oczywiści, że to wiedziałam! J-ja tylko... O! Sprawdzałam wytrzymałość tych drzwi! - odpowiedziałam dumna z tego, że udało mi się wybrnąć.
- Taa... Poza tym, gdzie się wybierasz? - wypił całą kawę na jeden haust i podszedł do mnie, zakluczając zamek na górze drzwi, do którego za Chiny Ludowe nie dosięgnę - Śpieszy ci się gdzieś?
-Ee... w sumie to tak. I to nawet bardzo - spojrzałam na niego z wyrzutem zadzierając głowę.
- To dosięgnij tam i odklucz. Trening pod presją czasu jest najlepszy. - usiadł z powrotem na sofie nucąc jakąś melodyjkę.
-A mogę nożyk? Tylko na chwilę, naprawdę! Nie zniszczę drzwi! - rzuciłam w stronę białego człowieka błagalne spojrzenie.
- Wyobraź sobie, że jesteś w potrzasku, że NIE masz nożyka i że zaraz dopadnie cię wielki potwór gotowy rozszarpać cię na strzępy... Albo ta dziewczyna z rękoma na ciele... Ta, co tak wrzeszczała... - uśmiechnął się morderczo - zresztą nie musisz sobie tego wyobrażać, myślę, że ona przebywa gdzieś w pobliżu...
-A niech się mną udławią... -burknęłam obrażona. Założyłam ręce i usiadłam po turecku patrząc nienawistnie w podłogę.
- Ponoć się śpieszyłaś. Wysil umysł i ciało, bo głównie z niego korzystasz. - chwycił gazetę i zaczął czytać.
-I tak pewnie tego nie znajdę... Nie znam się na takich rzeczach... -dalej brnęłam w swoje.
- Nie wiesz, że można się ugryźć w palec i tak wywołać krwotok!? - puściły mu nerwy - masz takie możliwości i ich nie wykorzystujesz!
-Wiem - rzuciłam obojętnie - ale uznałam, że chyba daruję sobie wycieczkę - podniosłam się z podłogi.
- Poddajesz się bez walki. Kiepsko. - przewrócił stronę z obojętnym wzrokiem.
-Tak, tak... - przestałam go słuchać zauważając mysz w kącie. Usmiechnęłam się pod nosem. Mysz zaczęła drżeć po czym z jej pyszczka wyleciał cały wodospad krwi. Odsunęłam jej ciałko wyglądające jak pusty worek po ziemniakach do kąta, a z krwi zrobiłam sobie kocie uszka.
-Nyan, nyaa ~ - szepnęłam.
- A co my tu mamy za kotka? - złapał mnie i podniósł do góry.
-Co ty znowu ode mnie chcesz? - warknęłam.
- Słodko wyglądasz i tyle ;w;
-To zabrzmiało conajmniej źle... - skrzywiłam się.
- Bez przesady... - wytworzył kocie uszka na swojej głowie - kotki są urocze.
-Ta, ta . Tłumacz się tłumacz - zasmiałam się.
Zastrzygł uszami i znikły.
- Nieważne - postawił mnie na podłodze - otworzę ci te drzwi.
Kiedy odkluczył drzwi, sprawdziłam czy faktycznie można je otworzyć. Da się. Stanęłam w progu.
-Nie chce mi się iść samej. Zawsze szłam z jakimś szczurem, czy czymś w tym stylu..
- Nie porównuj mnie do szczura, przewyższam to zwierzę w każdej kategorii - prychnął.
-To co... pójdziesz? - zapytałam starając się zachować całkowitą obojętność.
- Mogę. - ziewnął - ale gdzie?
-Jak to gdzie? No do domu! -wyszczerzyłam się.
- Aaaa...twojego. No to ...idziemy?
-Nom! - wybiegłam z domu. Po kilku metrach drogi postanowiłam zaczepić towarzysza podróży.
-Tak w ogóle Viola jestem! - oznajmiłam.
-Jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy? Joshua. - potrząsnął moją wątłą rączką.
-No i fajno - zaśmiałam się kopiąc kamyczek leżący na drodze.
piątek, 27 listopada 2015
Viola
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kurczę szczerze mówiąc, spodobało mi się:)
OdpowiedzUsuńZwłaszcza dialogi, nie są bezsensownie przeciągane ani zbyt ubogie.
Ciekawa jestem dalszych rozdziałów, na pewno będę co jakiś czas zaglądać :)
Zapraszam również do mnie, dopiero zaczynam :)
http://sludzyarivalda.blogspot.com/?m=1
Sprawdziłem twojego bloga. Naprawdę masz smykałkę do pisania / Quinn
Usuń