Podeszłam do dziewczyny na krześle.
-Zwłoki? - zapytałam z nadzieją po czym "przytuliłam się" do jej klatki piersiowej. Westchnęłam z lekkim zawodem i odsunęłam się -oddycha...
Wskoczyłam na miękkie łóżko tym samym "całkowicie przypadkiem" szturchnęłam siedzącego już na nim Pana Wrednego Od Podstawiania Nóg.
-Sorry... - prychnęłam z śmiechem i udawaną skruchą.
- A szturchaj sobie mnie ile wlezie. Nie boli to tak czy inaczej. - zwrócił wzrok na mnie - Dlaczego tu przyszłaś?
-Eee... - musiałam chwilę pomyśleć po co ja to właściwie zrobiłam - bo byłam zmęczona... a tu jest... miękko... I ten... - w końcu zbulwersowana usiadłam - ZRESZTĄ NIE MUSZĘ CI ODPOWIADAĆ!
Zaśmiał się.
- Już dobrze. Ja też nie mam konkretnego powodu przyjścia tutaj.
-Ale ty jesteś..! - już miałam mu wygarnąć, ale zamiast tego schowałam się za nim - to twoje coś się na mnie gapi... - mruknęłam oschle.
- Nie martw się, przecież cię nie zje. - lisowilkocoś usiadło również na łóżku i położyło mu łeb na kolanach.
-Nawet jeśli, to pewnie by się zatruło... Albo przynajmniej nieźle się pochorowało... - zaśmiałam się pod nosem na samą myśl o tym jaki byłby skutek pożarcia mojego naszpikowanego różnym świństwem ciała.
- Nie wiem, czy ma żołądek, prawdę mówiąc nie jest zbyt rozmowne. Pogłaszcz go jak chcesz.
Z lekką niepewnością wyciągnęłam rękę i zaraz miałam dotknąć tego czegoś. Bestia jednak kłapnęła donośnie paszczą co spowodowało moje gwałtowne cofnięcie dłoni. Następnie znów położyło łeb i patrzyło na mnie swoimi oczami.
-Wyrolowało mnie! 0-0 - krzyknęłam z wyrzutem i zdziwieniem.
- Może się chce trzymać tylko jednej osoby? - mruknął do niewiadomo kogo. - Słyszałem, że widzisz różne rzeczy, których nie ma.
-Skąd wiesz? - zapytałam podejrzliwie.
- Przyjmijmy, że słyszałem to od istoty C. Nie chodzi mi tu o żadną osobę w tym domu, aczkolwiek już z nią rozmawiałaś. Jak siedziałaś sama. - uśmiechnął się pod nosem - Nadążasz?
-A za cholerę! - powiedziałam z tępym uśmiechem.
- Ciemność. Kojarzysz gościa? Lubię się nim otaczać. - cały pokój zaszedł jakby czarną mgłą, nic nie było widać. Milczałam przez chwilę. Cisza jak na pogrzebie. Nagle usłyszałam znajomy pisk. Kolorowe stworzonko wpełzło mi na kolana.
-Głupia, głupia, głupia~ - zaczęło piszczeć.
-Zamknij się ty glucie... - strzepnęłam niedbale stworzonko, które po chwili się rozmyło.
Mgła powoli się rozrzedzała. - Tak w ogóle, jak to jest widzieć różne rzeczy? - zobaczyłam Quinna leżącego na plecach z rękami pod głową - Ciekawi mnie to.
-To ty tego nie widzisz..? - zapytałam z lekkim zawodem - myślałam, że wszyscy mnie wkręcają z tym, że tylko ja to widzę...
- Masz halucynacje. - podrapał się po głowie - A co dokładnie widzisz?
-Czy ja wiem? - zaczęłam rozmyślać jakby to opisać - to takie jakby kolorowe ameby... no chyba, że nie bierzesz leków przez jakiś miesiąc. Wtedy pojawiają się postacie człekopodobne np. kobieta z rękami wychodzącymi z głowy. Jest straszna. Jakby tego było mało to te cholerstwo się drze jak opętane... - skuliłam się.
- Masz naprawdę nieteges w głowie, bardziej ode mnie... - westchnął - co to za leki?
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami - stary jakoś je tam jakoś ponazywał, ale jak uciekałam to nic nie brałam bo by mnie złapał... Poza tym i tak mam pewnie jeszcze dużo czasu... który dziś? - spojrzałam na swoje nieco brudne ręce.
- Trzydziesty - odparł.
Zamarłam.
-JEZU TO PRZECIEŻ JUŻ MIESIĄC! - krzyknęłam spanikowana zrywając się na równe nogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz