wtorek, 1 grudnia 2015

Connor

Po kilkunastu minutach trafiliśmy do jego kryjówki. Spodziewałem się zagraconej rudery, trafiłem do jakiegoś bunkru. Zapiąłem bluzę, zimno tu jak w piwnicy. Może dlatego że pod ziemią. Zacząłem się rozglądać. 2 pokoje plus ciasna łazienka.
-Dobra, po co tu jesteśmy? -Spytałem, lekko się krzywiąc.
- Mówiłeś, że chcesz zarobić. -racja, ale tu? Co niby mam robić? Chcesz mnie wykorzystać za pieniądze?-prychnąłem — Twój tok myślenia jest niesamowity. -Na jego czole dostrzegłem pulsującą żyłkę, wkurzył się- Tu trzymam narkotyki. -świetnie, mów dalej, dostane kasę jak podkabluje policji?
- Podkablowanie policji z twojej strony byłoby tak genialnym posunięciem, że obaj byśmy nie żyli. Wiem, że to zatruwa ludzi, ale tylko tych na tyle głupich, że to kupują, więc potraktuj to jako pomaganie ewolucji.
-Więc po co mnie tu zaciągnąłeś?- Byłem już lekko zniecierpliwiony.
- Nie mam pojęcia, chyba jestem na tyle rozsądny, by pokazać przypadkowej osobie, u której zauważyłem coś dziwnego swoją kryjówkę, mimo że kilka razy źle się to kończyło. -Zamyślił się.
-No to gratulacje -Powiedziałem.
- Władasz żółtym, mam rację? Chciałbym ci powiedzieć, że zdobycie dużej liczby pieniędzy i ukrycie się, póki nie stanie się coś bolesnego, jest cholernie dobrym pomysłem.
-za przeproszeniem, posrało cię?
- Może najpierw ty odpowiedz mi na pytanie?
-Ehhh... nie!
-Faktycznie, mówię ja szaleniec. Chcesz się czegoś napić? Mam na myśli wodę. Chyba o takie rzeczy pyta się gości.-Powiedział dość szybko. Westchnąłem ciężko i zacząłem wychodzić. Kretyn. Poszedłem powoli w stronę domu. Byłem już prawie pod blokiem, gdy wpadłem na jakąś dziewczynę. Na jej nieszczęście upadła i w dodatku nie mogła się podnieść. Wyciągnąłem do niej dłoń.
-wszystko w porządku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz