poniedziałek, 7 grudnia 2015

Ena

Mała, od samego początku jakoś działa mi na nerwy, widok jej odchodzącej w stronę innej dzielnicy trochę mnie ucieszył. Westchnęłam cicho.
-Może ja z nią powalczę? Jesteśmy na podobnym poziomie. -Zaproponowałam nagle. Możliwe, że ze strachu. Na samo wspomnienie ostatniego treningu z białym od razu powraca ból pleców od uderzenia. Nie czekając na reakcje ze strony męskiej części teamu, pobiegłam za dziewczynką. Szybko ją wyprzedziłam (Pewnie przez moje długie nogi). Teraz musiała się zatrzymać, nie miała przejścia.
-Czego!? - krzyknęła łamiącym się głosem. Wzięłam głęboki oddech, po czym łagodnie się do niej uśmiechnęłam.
-Nie przejmuj się, oni nie chcą źle -Wykrztusiłam. -Teraz ja będę twoim przeciwnikiem.
Mała nadęła buzie, jakby zaraz miała wystrzelić jakimś pociskiem, ale po chwili jej mina wykazywała na zdezorientowanie.
-Aktualnie nie mam pomysłu jak cię obrazić, więc ok... - burknęła wrogo. Dobra, chyba zaczynam ją lubić. Zaczęłyśmy wracać. -Wiesz, też nie za wiele potrafię, może nawet mniej od ciebie.-mruknęłam, stając już na parkingu. Szybko wzięłam swój plecak z całą fioletową zawartością. Zamknęłam oczy, a plecak powoli zaczął przekształcać się w kij. Nie starałam się tym razem nawet o miecz, stwierdziłam, że skoro i tak nie daje rady to chociaż kij opanuję do perfekcji. Nagle głośno kichnęłam, przez co na moment się zdekoncentrowałam, na końcu (tym razem prostego) kija powstało coś na kształt wielkiego fioletowego brokuła. Spojrzałam niechętnie na swoją nową broń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz