poniedziałek, 7 grudnia 2015

Violka

-C-co? - powiedziałam skołowana. Starałam się powstrzymać... ale... ale...
-HaHaHa! Ja nie mogę! Co to ma być! - zaczęłam się śmiać. Momentami brakowało mi już oddechu i padłam na ziemię. Po jakichś dziesięciu minutach ledwie się uspokoiłam.
-No... - wytarłam z oka łzę śmiechu, podnosząc się z chodnika - Teraz moja kolej!
Wytworzyłam z farby jednego z samochodów i plecaczka zrobionego z truskawek caaałkiem spory nóż kuchenny.
-Wyszedł większy niż sądziłam... - powiedziałam lekko zdziwiona. Następnie spojrzałam na dziewczynę - to co Brokułowa Królowo? Jedziem z tym koksem?
Ta tylko pociągnęła nosem. Rzuciłam się w jej kierunku i już miałam "dotknąć" ją nożem, ale w ostatniej chwili mnie odepchnęła. Spróbowałam jeszcze raz, ale tym razem atakując bardziej w nogi. Różnica wysokości dawała mi lekką przewagę w ataku z dołu. Ku mojemu zaskoczeniu dostałam ładne z buta wjeżdżam w ryj. Odleciałam aż na dwa metry. Krew zaczęła mi kapać z nosa. Skuliłam się w kłębek i zaczęłam chlipać. Dziewczyna chyba sama była bardziej zaskoczona niż ja, zasłoniła usta ręką i podbiegła do mnie.
-Nie chciałam tak mocno, nic ci nie jest?
-Mi... nic... - wyszlochałam - Ale uważaj na siebie! - wykrzyknęłam robiąc zamach nożem. Dziewczyna odskoczyła gwałtownie. Wyraźnie było widać, że nie spodziewała się tego ataku.
-Coś ci kapie~ - wskazałam na jej brzuch, z którego drobnym ciurkiem spływała mała stróżka krwi. Może nie było to najlepsze cięcie, ale i tak byłam zadowolona. Złapała się za brzuch. cały ten bakłażan powrócił do swojej pierwotnej postaci. z plecaka wygrzebała jakieś fioletowe szmatu i przyłożyła do rany, licząc że to jej pomoże. Dyskretnie przyczyniłam się do tego, żeby krew nie przestała lecieć, wręcz przeciwnie - od kontrolowanej przez dziecko utraty krwi jeszcze nikt nie umarł, prawda?
-Przestań...boli... - jęknęła.
-Spokojnie, nie dopuszczę do tego żebyś zginęła - uśmiechnęłam się - to tylko jeden ze sposobów osłabienia przeciwnika~!  O kotek! - wykrzyknęłam, zapominając już o walce - kici kici~
Głaskając kota poczułam jak coś fioletowego dość boleśnie odbiło się od mojej głowy.
-Aua... co to? - zerknęłam na dziewczynę.
-Zatrzymaj to -powiedziała słabym głosem.
-Aa... faktycznie... Ale jest jeden mały problem... - zaśmiałam się nerwowo.
-Co...? - dziewczyna pobladła, a następnie osunęła się na ziemię. Nie byłam pewna, czy wzięła mój żart na serio, czy jej organizm osłabł. Bez większego problemu zatrzymałam krwawienie.
-Eee... przepraszam? - pomachałam do facetów - i co ja mam z tym truchłem zrobić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz