Banany i kilka żółtych ubrań przeobraziły się w dość długi materiał. Wziąłem dziewczynę na ręce, przykrywając ją żółtą tkaniną, no cóż troszkę szpanuję, staram się zapomnieć o Enie, ona przecież nie zwróci nawet na mnie uwagi. Zerknąłem na Charlotte, może po prostu mam słabość do okularnic? Może chodzi o to, że są ode mnie starsze? Dziewczyna chyba nie do końca wiedziała, co mam zamiar zrobić ani po co ta żółta szmata.
-Emmm, co próbujesz zrobić?-spytała nie pewnie.
-To proste. Dalej magia.-Uśmiechnąłem się pod nosem. Wyszliśmy przed budynek, prześcieradło spłynęło na chodnik i stało się.... wózkiem inwalidzkim.
-będzie ci wygodniej.
-No chyba cię do końca popierdoliło.-zmarszczyła nos, wyglądała wkurzoną. Szybko ją tam posadziłem i zlękniony cofnąłem się kilka kroków do tyłu.
-N-nie chciałem przecież źle-mruknąłem smutnawym głosem. Westchnęła głęboko.
-Daj mi tę szmatkę i coś twardego. Na przykład deska-Nakazała. Wózek zniknął spod jej zadu, a ona sama upadła na zimny chodnik. Chyba coraz mnie było mi jej żal. Chustka spadła jej na głowę a zaraz po niej deska i kilka bananów. Lubię banany.
-Tak bardzo lubisz banany?-Spytała opatrując sobie nogę przy pomocy deski-Jeszcze kij i będzie można chodzić!
Spojrzałem na nią i po chwili podałem jej żółty kij z tych kilku ostatnich bananów.
-To, gdzie idziemy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz