czwartek, 7 stycznia 2016

Sulin

 Podczas krótkiej i dość niepokojącej rozmowy Olisander uświadomił mi, że organizacja ma nowego mecha, który ma przypominać pająka pełnego ostrzy, karabinów i wyrzutni rakiet. Ostatnio dzieją się same dobre rzeczy. Odłożyłem ,,telefon" i poszedłem sprawdzić, czy mam jakieś pieniądze. Przydałoby się kupić jakąś książkę, najlepiej poradnik o sztuczkach z kartami. Pod łóżkiem, w zielonym termosie, w którym trzymam pieniądze, nie było absolutnie nic. Jako człowiek naprawdę spokojny i panujący nad sobą, zakląłem głośnie i rzuciłem termosem o ścianę. Kiedyś pożyczałem pieniądze od Olisandra, choćby na ten schron. Będę musiał pójść sprzedawać narkotyki. Moje życie jest takie wspaniałe.
 Wygrzebałem skrzynkę z tym cholerstwem zza roślin. Wyjąłem ściągę z ich kiczowatymi nazwami, żeby je sobie przypomnieć. Nie jestem pewien co za skończony idiota wymyślił takie nazwy, jak ,,błyskawica" i ,,radioaktywne jebnięcie". Feliks mi to dawał, a ja to sprzedawałem. Wyjąłem jeszcze wielokrotnie modyfikowany przeze mnie pistolet niskiego kalibru.
 Wyszedłem ze schronu i poszedłem na ulicę Śnieżną, jej nazwa wzięła się stąd, że posiadała swój własny klimat, tworzony przez generatory śnieżycy. Jak wiemy brak dostępu do światła słonecznego, jaki zapewniają śnieg i wichury powoduje depresję, a ludzie sięgają po alkohol i narkotyki. W sumie nie wiem, czemu ludzie tam mieszkają. 
 Włożyłem niebieski płaszcz i stanąłem w jakimś kącie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz