Moja wspaniała odmiana handlu szła dość dobrze i w krótkim czasie zarobiłem trochę, jednak przeszywające zimno zaczynało mnie wykańczać. Spojrzałem z utęsknieniem do kawiarni, może i nie lubię kawy, ale jest ciepła. Zastanawiałem się chwilę, aż w końcu zgodnie z mądrością opowieści wigilijnej oraz dziewczynki z zapałkami, wszedłem do kawiarni.
Była to mała przytulna kawiarnia, nie wiem jakiego koloru, ale wiadomo dlaczego. Małe stoliki, mało ludzi i roboty zamiast kelnerów. Było też okno dające widok na skrzyżowanie kilku ulic.
Po NAPRAWDĘ długiej i wyczerpującej rozmowie, w której udział wzięli robotkelner, barista, właścicielka kawiarni i kilku wkurzonych klientów dostałem kakao.
Nagle krańcem oka dostrzegłem kolory. Pomarańcz i żółty emanowały z dwójki młodych ludzi (choć jedna chodziła dziwnie). Czyżby to ta legendarna zdrajczyni? W sumie za przeżycie zrobiłbym to samo, co nie zmienia faktu, że ona jest tą złą. A może on jest jej wspólnikiem i teraz ona wie gdzie mieszkam. Choć najprawdopodobniej on jest po prostu głupi i sam wpada w jej sidła. Śledzenie ich jest świetnym pomysłem. Kopnąwszy robota na pożegnanie wybiegłem na dwór, zostawiłem kurtkę, ale i tak wkraczam na ciepłą ulicę. Co może pójść nie tak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz