W końcu ocaliłem moją obecnie jedyną bluzkę od ohydnej wydzieliny z nosa obiektu moich westchnień. Nie ma to jak codzienna dawka gluta. A propo Eny...gdzie ona się tyle podziewa?
Zastukałem do drzwi łazienki.
- Hej, żyjesz? - próbowałem znaleźć jakiąkolwiek czarną powierzchnię, by otworzyć oko. Na nic. Przecież w jej własnej źrenicy tego nie zrobię... Musiałoby to strasznie boleć - Ena?
Z półtorej godziny jej musiało tam zejść... Zasnęła w wannie, czy jak?
- ENA!! - wydarłem się. Wiem, że powinniśmy zachowywać ciszę i sie nie wydzierać, by sie nie ujawniać, ale sytuacja tego wymagała - ODPOWIEDZ ALBO TAM WEJDĘ!
Naparłem na drzwi.
Zero pisków. Nic nie ustąpiło, nawet zamek.
Ale ja jestem debilem!
Chwyciłem rąbek koszulki i powoli przekształciłem go w klucz, ale końcówka była jak z masła. Miała się dopasować do mechanizmu, by potem stwardnieć i być gotową do użycia.
Po chwili otwarłem drzwi, w razie czego zasłaniając oczy - Ena? Żyjesz? Nie zemdlałaś?
Leżała oparta o wannę. Naga. Postanowiłem skupić się na jej twarzy, która wyglądała, jakby była po porządnej dawce jakiegoś narkotyku. Powoli widziałem, jak jej ciało zsuwa się do wanny.
Zaczęła się topić.
Przezwyciężając speszenie i wewnętrzną chęć do wykorzystania sytuacji, uniosłem jej głowę ponad wodę. Podniosłem z ziemi moją jeszcze mokrą koszulkę i zarzuciłem na nią.
- Przepraszam. Nie odpowiadałaś... Co ci? - potrząsnąłem nią - zjadłaś coś nie świeżego? Ktoś ci coś dał? Jakieś leki? Wstrzyknęłaś sobie coś? ENA NIE ZASYPIAJ!
Dostałem bardzo wyczerpującą odpowiedź. Pociągnęła nosem.
- Muszę cię stąd wyjąć...jeszcze mi sie utopisz... Boże...- wyciągnąłem z niemałym trudem jej ciałko wiotkie niczym szmaciana laleczka z wanny - muszę sie tobą zaopiekować...
CAŁY CZAS GAPIŁEM SIĘ NA JEJ TWARZ.
- Ubierzesz sie sama? - zapytałem niepewnie, próbując ją ocucić z tego otumanienia - Nie chcę, abyś czuła sie nie komfortowo... Wyjde na chwilę, ale nie zasypiaj, tylko sie ubierz, dobrze? Nie mogę nic widzieć.
- Dob....zie..- powiedziała dziecinnym głosem. Na bank coś brała. Albo uderzyła się w głowę. Przecież dawno powinna mnie zwymyślać od zboczeńców i że mam ją zostawić w świętym spokoju.
Rzuciłem jej jakieś ubrania z szafy na łóżko.
- Ale proszę, zakryj się czymś - dodałem, zamykając drzwi.
Nawet takie niańczenie mi się podoba. Gdyby tylko nie wyglądała tak mizernie... Może ma anemię?
STOP.
HEEEJ... Ładnie to tak czytać w myślach?
Tracisz swoje dawne ja dla tej obdartuski.
Zmieniam się po prostu?
Naprawdę, jesteś nerwowy, nie zauważasz drobnych szczegółów, ani się na niczym nie skupiasz. Ciągle w głowie "ENUŚENUŚENUŚ" i nic poza tym. Ogarnij się.
A tobie przypominam, że jesteś lisopodobną kreaturą stworzoną z dymu, czerni i kruków.
Kończąc mentalną rozmowę z CZYMŚ (musze im/mu w końcu nadać imię), zapukałem do drzwi od pokoju fioletowej.
- Ubrałaś się?
Usłyszałem coś na rodzaj "tak", więc wszedłem.
Leżała na łóżku w piżamce w króliczki.
- Tak lepiej... - usiadłem obok niej i dotknąłem jej czoła - jesteś rozpalona... Kładź się pod kołdrę i nie wychodź. Zaraz przyniosę ci leki, zimny okład, wodę...
Nerwus.
COŚ usiadło na brzegu łóżka Eny, na wysokości kolan, po przeciwległej stronie i zaczęło sie łasić. Podły podlizywacz. Wyciągnęła do niego osłabioną rękę i zaczęła delikatnie głaskać.
MNIE BYŚ POGŁASKAŁA A NIE JEGO!
Zazdrosny~? Zostań psem.
A idź pan w ....
- Quinn? - w końcu wydobyła z siebie słyszalny dźwięk! Sukces!
- T-tak?
Zasnęła. No nieźle.
Wstałem i uszykowałem wszelkie niezbędne rzeczy, na talerzyku obok szklanki z wodą ułożyłem zestaw tabletek, a na jej czoło zimny kompres. Powinno pomóc. Poczułem się strasznie zmęczony.
Ostatnia rzecz.
Zdjąłem jej okulary.
Jak mi jej szkoda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz