Jedyne co pamiętam z wieczora to ból. Nie wiem jakim cudem wylądowalam w łóżku i to w dodatku żywa. Dopiero gdy spałam, mogłam trochę odpocząć.
Obudziłam się w środku nocy, wrzeszczałam na całe gardło. Gwałtownie się podniosłam i złapałam za głowę, nie byłam w stanie się uspokoić. Dopiero po chwili zaczęłam głęboko oddychać. Szybko rozejrzałam się po pokoju. To był sen... tylko sen... ale ciężko mi było na to znowu patrzeć. Nie lubię widoku śmierci.
Quinn leżał na podłodze. Musiał być wyczerpany. Ale ...co on tu robił?
Jego czarny pupilek uważnie mi się przyglądał. A paręnaście świecących, całkowicie białych oczu wgapiających się w ciebie, w kompletnych ciemnościach nie jest przyjemne... Ale z tym, co przed chwilą widziałam...pikuś...
Z trudem wstałam i powoli się do niego schyliłam. W sumie sama nie wiedziałam co chcę zrobić. Przez chwilę po prostu na niego patrzyłam... jeszcze troszkę się nachyliłam.... i leciutko dotknęłam palcem jego nosa. Po prostu wydało mi się to zabawne. Czułam że muszę to zrobić. Zamruczał coś pod nosem i przekręcił sie na drugi bok.
-Przepraszam...-powiedziałam cicho. Zapewne tej nocy poznał tą najżałośniejszą stronę mnie. Współczuję mu. Zabrałam okulary ze stolika nocnego i chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju. Szybciutko przemknęłam przez przedpokój aż w końcu moje bose stopy zetknęły się z lodowatymi kafelkami. Karton na zbitej szybie jednak nic nie daje. Wzięłam karton mleka z lodówki, słoik czekolady i wróciłam do pokoju. Zabralam jeszcze jakąś książkę z półki po czym znów wgramoliłam się do łóżka. Z kołdry zrobiłam sobie kokonopodobne coś. Czytałam popijając od czasu do czasu zimne mleko. Pies ułożył głowę na moich kolanach. Błagalnie się na mnie patrzył, bym go pogłaskała. Zanurzyłam rękę w jego askamitną, okrytą jakby chmurką sierść. Przymknął ślepia i po chwili pozwolił mi czytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz