Założę się, że nie jedno dziecko chciałoby móc tak latać na ogromnej kaczce. Normalnie "They see me rollin' They hatin'"!
-Hmm... Myślisz, że gdzieś jest więcej takich mechanicznych stworów? - zapytałam rozglądając się po okolicy.
- Miejmy nadzieję, że nie. I że nie mają działek laserowych - kwaknął po czym wylądował przed domem Eny - Wejdźmy do środka. Ale cicho, pewnie już śpią.
-Ha! Władczyni flaków i władca kaczek nie muszą martwić się o to czy ktoś śpi! - wykrzyknęłam dumnie.
- Ale nie chciałabyś być obudzona przed nadpobudliwego dzieciaka w środku nocy, hm?
-Inni nie budzą władców. To władcy budzą innych - wypięłam dumnie pierś - czekaj no... czy ty mnie obraziłeś?
Przeistoczył się w człowieka z pogardzającym wyrazem twarzy.
- Eureka. A teraz cicho. Bo tobie też zasznuruję mordkę - pociągnął za jeden ze sznureczków, beztrosko powiewających na nocnym wietrze - wyobraź sobie, że wchodzimy do stajenki z małym Jezuskiem. Jeśli Jezuska obudzimy, to się wkur...zy ostatecznie i wtrąci nas wszystkich do piekła.
-No dobra, dobra - burknęłam, a zaraz po mnie burknął mój brzuch - a dasz mi coś do jedzenia?
Odkluczył cicho drzwi.
- Dostaniesz.
- No i gites majonez! - wbiegłam do środka zaraz po tym jak otworzył drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz